Pod koniec roku nadchodzi czas bilansu. Na kilka ostatnich tygodni zmieniamy się w księgowe. Mężczyźni nie mają skłonności do refleksji nad przeszłością. Gdy my dzielimy wyrwany pierwszy siwy włos na czworo, liczymy zyski i straty, oni mają czas wolny. Chcemy naprawić, co się da, zapomnieć o tym, 0 czym zapomnieć nie potrafimy. Zamiast cieszyć się z tego, co się udało, martwimy się, że znów mija rok, a my ciągle nie mamy recepty na życie. Gdy niedawno doszło między mną i moim mężem do 147. kryzysu, zwierzyłam się z tego długoletniemu przyjacielowi. Ponieważ widuje nas oboje w akcji, spytałam go, czy zauważył, co robię źle.
- Za bardzo się starasz, pokaż mu o tak
- powiedział przyjaciel i pokazał gest, nazywany gestem Kozakiewicza.
- Przecież to wulgarne – mówię.
- O to chodzi. Odpuść sobie, kobieto, nic nie wyjaśniaj, bo ten facet i tak cię nie zrozumie, po paru zdaniach analizy, zamiast cię słuchać, sam zacznie gadać. Zaklnij soczyście i wyjdź z domu. wiecie co? Przyjaciel miał rację. Przestałam “temu facetowi”, czyli własnemu mężowi, wyjaśniać jak dziecku, o co mi chodzi.
- Nie rozumiesz mnie? To twój problem
- mówię, wychodząc z pokoju. Zamykam za sobą drzwi. Kiedyś on tak robił, a ja szłam za nim, gadając, teraz jest na opak.
Z początku miałam trudności, niewypowiedziane żale kipiały we mnie jak zapomniane mleko na płycie. Postanowiłam twardo, że muszę się nauczyć obojętności. Jakkolwiek to paradoksalnie brzmi, obojętność jest potrzebna do zachowania uczuć. Sytuacja została opanowana. A więc teraz, przed końcem roku martwię się czym innym. Trzeba znaleźć
powód, inaczej człowiek nie wie, że żyje. Opadają mnie wątpliwości, czy dobrze zrobiłam, biorąc sobie to i owo na głowę, że zgodziłam się wziąć udział w tym czy w tamtym.
Minął kolejny rok, a ja znów nie zadbałam o…,
czy wypada w tym wieku…
W tym miejscu każda może wstawić swoje udręki.
Jednym słowem martwimy się niegdysiejszymi śniegami – jak przebrzmiałą młodość nazwał wielki poeta Franciszek Villon. „Panie minionego czasu” nie znały botoksu, silikonu oraz podciągania, nie miały milky soap, li kremów Kanebo nowej generacji czy Sisleya, których używamy, płacąc za nie słono. Przyjaciółkom biadolącym nad moimi wydatkami odpowiadam: gdybym się kroiła tak jak ty, kosztowałoby mnie to więcej. Dlaczego one zawsze liczą moje wydatki, a nie swoje? Damy przeszłych epok mogły to i owo przypudrować, a nierówności cery zamalować. Stąd na starych portretach czarne muszki na twarzy i dekolcie. Trefione włosy upięte w półmetrowe wieże nie dawały się łatwo rozczesać, były jak dredy, dlatego w torebeczce elegantki miały pod ręką złoty młoteczek i kowadełko do unieszkodliwienia chodzących po głowie natrętów.
Co starsze osoby pamiętają wysokie tapiry z czasów Brigitte Bardot, obecnej 70+. W zeszłym sezonie widziało się podobne koafiury na pokazach, fryzjerzy usiłowali nas w nie wkręcić, ale się nie dałyśmy.
Nawet Penelope Cruz w reklamie kultowego kiedyś lakieru Elnett nie jest w stanie zachęcić nas do tapirowanego koka. Młode dziewczyny noszą się luźno, starsze wiedzą, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. My nic nie musimy, dyktujemy modę, nie jesteśmy jej niewolnicami. Wolność w tej sprawie jest wiele warta. Modna będziesz w mokasynach od Tod’sa czy w trampkach z H&M, w pantoflach Kenzo na klocu czy w butach trzech muszkieterów Prądy, które cholewę mają potrójnej długości, sięgają już nie do pół uda, lecz do pachwiny.
Od ciebie zależy, co wybierzesz. Wolność wyboru w wielu sprawach była dla nas, kobiet, w czasach naszych ojców nieosiągalna. Wzdychają do nich niektórzy miłośnicy dawnych wartości, choć nie mają pojęcia, za czym tęsknią. Czasy owe nie były przyjemne dla ciała, dla ducha, a już z pewnością nie dla nosa. Poza tym większość z tych, co się tak zachwycają dawnymi czasy, już by nie żyła, bo średnia wieku dożywania objęłaby dzisiejsze trzydziestolatki. Strata roku jednocześnie jest zyskiem, bo żyjemy. Nie wzdychajmy po nocach za utraconą młodością, zamiast której przybyło nam ciała. Nie obwiniajmy się bez potrzeby. Po jednej stronie w prywatnej księgowości napisano: ma. Po drugiej: winna. Czego dopuściłaś się, że masz być winna? O co chodzi, o ten mały debet na koncie? W porządku, spłacisz go sama. Nie potrzebujesz walizki pieniędzy. Torby ze szmalem przynoszą naiwnym kobietom
agenci. Normalna dziewczyna sama zarabia na siebie i dostaje kasę na konto. Dziewczyny to pojęcie szerokie, horyzont wieku dojrzałego znów się oddalił. Odważne firmy kosmetyczne
serwują 60+ i źle na tym nie wychodzą. Sprawdza się przepowiednia sybilli Wandy, właścicielki jednoosobowego domu mody.
- Projektanci i firmy kosmetyczne będą się musiały z nami liczyć, bo to właśnie ja, czterdziestka+nieskończoność, będę miała kasę, wspomnisz moje słowa – tak mówiła kilkanaście
lat temu krawcowa artystka.
Wspominam to z rozrzewnieniem, robiąc roczny bilans zysków i strat. Świat jest piękny. Mimo wszystko. I dla nas, kobiet, łaskawy.